Słowa i muzyka: Jurek Mercik
Wyszedłem, kiedy papierosy
wieczór mi zjadł,
a nocny, co pod ręką,
o jeden rzut beretem,
mokrym - to nawet dwa,
witrynę miał zamkniętą.
Wysokie buty, po ulicy szła
a rude loki całą kryły jej twarz
chodnikiem bioder cień puszczała w tan
a nogi rozchylały płaszcz...
Stanąłem i przetarłem oczy,
wokoło mgła.
I tak by jej nie spłoszyć
spytałem cicho czując nagle
cierpnący kark:
Czy ty nocy się nie boisz?
Wydęła wargi, odsłoniła wpół
niepełnoletni jeszcze biust
i wychrypiała wdzięcznie kilka słów
z pomalowanych mocno ust:
A mnie - to wali!
Jak chcesz, to w bramie mogę dać.
Jak nie - szybko się oddalaj,
dziś każdy radzi sobie sam!
Pobiegła. Stałem niemy
w deszczu, co zaczął lać
i chyba ją zaskoczył.
Potem dziewczyna w domu
kiedy umyła twarz
z namalowanych ust i oczu
Przez ojca przeskoczyła - w sieni spał
spytała go czy forsę kiedyś jej da.
Zatoczył się na łokciu, nie mógł wstać
więc zabełkotał tylko tak:
A mnie - to wali!
Jak chcesz, to w bramie możesz dać.
Jak nie - szybko się oddalaj,
dziś każdy radzi sobie sam!
A mnie - to wali!
Jak chcesz, to w bramie możesz dać.
Jak nie - szybko się oddalaj,
dziś każdy radzi sobie sam!